fbpx
Zaznacz stronę

Kolejnym tematem, który poruszaliśmy na warsztatach były konsekwencje zamiast kar.

Być może czasem spotykacie rodziców, którzy bez kary czy nagrody nie wyobrażają sobie wychowania.

Ja przed szkoleniem też myślałam, że innej opcji nie ma. Na poziomie intuicyjnym czułam, że musi być coś bardziej skutecznego i sensownego.

Na zajęciach analizowaliśmy np. związek kary z zachowaniem dziecka, np.

brat wyrwał siostrze zabawkę, a ta go uderzyła.

I tu często padła by kara z hasłem „za karę nie będziesz oglądać bajki”

I tak na chłopski rozum to gdy się zastanowimy jaki to ma ze sobą związek, to dojdziemy do wniosku, że żaden. I z karami często tak jest. Że są bolesne i dotkliwe (a tym samym stawiają karzącego w świetle oprawcy, karciciela).

Niesprawiedliwe ( brat najpierw wyrwał zabawkę siostrze, więc można by stwierdzić, że zainicjował cały spór). 

Często niezwiązane z faktycznym zachowaniem – a tym samym tak na prawdę nie uczy dziecka nic, poza tym, że następnym razem może nie da się przyłapać.

A zastanówmy się co chcemy osiągnąć?

Chcemy mieć dzieci, które potrafią się samo regulować, brać odpowiedzialność za swoje postępowanie i mieć zdrowe poczucie własnej wartości.

No, chyba, że ktoś chce po prostu wytresować dziecko tak, żeby było ciche, posłuszne i potulne. Weźmy pod uwagę, że dziecko jako dorosły będzie sobie dawało wchodzić na głowę i będzie szukało zewnętrznych, a nie wewnętrznych motywacji.

Rozumiem tę chęć, wychowywaliśmy się w kontekście hasła „dzieci i ryby głosu nie mają”, ale zastanówmy się jak my się czuliśmy, będąc dziećmi, gdy ktoś nas niesprawiedliwie ukarał.

No dobrze, ale co zamiast?

Mi podoba się stosowanie zamiast kary i nagrody naturalnej konsekwencji. Czyli np. Gdy 9-letni chłopiec wyraził się artystycznie na ścianie bloku markerem i wg.nauczyciela ze szkoły powinien dostać za karę uwagę w dzienniku, może mógłby po prostu naprawić to co zmalował:-)? Według mnie ma to większy sens, jest konstruktywne i związane z sytuacją. Konsekwencja nie musi być dotkliwa i bolesna, ale jest dużo bardziej sensowna.

Sprawa jednak nie jest tak prosta, bo wymaga od nas rodziców podejścia otwartego i świadomego.

A niekiedy nawykowo rzucamy pewnymi hasłami, które np. słyszeliśmy w domu i nie wiemy, że można inaczej. 

„No dobrze, ale co jest złego w nagrodzie”?

Nagroda także nie wzmacnia wewnętrznej motywacji, raczej pokazuje, że „jeśli spełnię jakieś tam warunki to dostanę to i to” Czyli to znowu bardziej tresura. A zastanówmy się raz jeszcze, czy chcemy, żeby nasze dzieci spełniały oczekiwania innych ? Czy bardziej pragniemy, żeby nasze dzieci brały odpowiedzialność za swoje życie i potrafiły pielęgnować swoje talenty, dzięki wewnętrznej motywacji.

Jeżeli chcecie zgłębić temat polecam wam serdecznie książkę:

Share This