fbpx
Zaznacz stronę

Większość rodziców, których znam, zrobiłaby wszystko dla swoich dzieci.
Często rozmawiając z nimi, uświadamiam sobie, jak ogromna jest ta miłość i więź łącząca rodzica z dzieckiem. To pragnienie zapewnienia wszystkiego najlepszego dla naszych dzieci prowadzi nas niekiedy w różne rejony poszukiwań konstruktywnych rozwiązań, nieraz lepsze, nieraz gorsze.
Mnie osobiście niejednokrotnie prowadzi do krainy frustracji i bezradności oraz poczucia, że tak bardzo bym chciała być idealną matką, a nie da się! Tak. I to może dobrze, że się nie da?

Idealna matka istnieje tylko w naszych wyobrażeniach i najczęściej jej obraz generuje w nas poczucie,że nie jesteśmy wystarczająco dobre.
Ja tak mam. Bacznie obserwuje te sytuacje i naprawdę zdarza mi się to ! Robię co i ile mogę,
ale czasem mam poczucie, że to wciąż za mało…I ta myśl:„inne kobiety NA PEWNO nie mają 
z tym problemu, im NA PEWNO wychodzi to lepiej”. Jakiś taki dziwny self hejt:-/  Dlatego ten wpis jest chyba w pewnym sensie wezwaniem do miłości do samej , samego siebie.
Kochać siebie. Co to dla was znaczy? Niektórym to kojarzy się z egoizmem , innym z narcyzmem a jeszcze innym ze zdrowym poczuciem własnej wartości…I mi chyba właśnie chodzi o to ostatnie.
Czasem tak ciężko być dla siebie dobrym, dać sobie odpocząć, pozwolić sobie na niedoskonałość… Zresztą co to w ogóle jest doskonałość?
Ciekawa jestem!:-)
Jedno z moich ulubionych hasełek ostatnio to : „done is better then perfect”, czyli „zrobione jest lepsze od doskonałego.”
Staram się praktykować wdzięczność. Można być podobno wdzięcznym za wszystko.ZA WSZYSTKO! Nawet za te z pozoru fatalne sytuacje. Nieraz przecież zdarza się, że w ich konsekwencji spotyka nas coś znacznie lepszego…
I tu znów przypomina mi się stara prawda, że najważniejsze są nie sytuacje, które nas spotykają tylko to, jak na nie reagujemyJedną z pierwszych książek, w których o tym przeczytałam, było „7 Nawyków Skutecznego działania” S.Coveya -polecam wam serdecznie :)
Ale
 wiecie, jak jest. Ja teorii znam dużo, ale nie zawsze potrafię je zastosować, zwłaszcza gdy towarzyszą mi bardzo trudne emocje. Niekiedy naprawdę pozostaje tylko myśl, która mnie jakoś pociesza:to minie. „Nie zawsze będziesz się tak czuć.”
I dla tych, którzy mają podobną intensywność przeżywania do mojej- ja wiem, że te nasze uczucia czasem są tak silne, że wydają się nam jedyną prawdą obiektywną, ale życzę wam i sobie, żeby w tych momentach sięgnąć bardzo głęboko do wnętrza naszej duszy i znaleźć tam ocean spokoju.
Te emocjonalne sztormy zawsze dzieją się ponad nim i gdzieś jakoś można czasem go odnaleźć. 
Ten upragniony wewnętrzny spokój.
Czasem się pewnie nie da (lub wydaje nam się, że się nie da ). No i trudno… Przeżywanie trudnych uczuć to bardzo ważna umiejętność. Przecież wszystkim nam się one zdarzają a wypieranie, zaprzeczanie, tłumienie nie prowadzi do niczego dobrego.
Także życzę wam i sobie akceptacji i miłości do samych siebie. Myślę, że jest to postawa, której bardzo chcielibyśmy dla naszych dzieci – by potrafiły siebie kochać i miały zdrowe poczucie własnej wartości. Jest duża szansa, że obserwując nas będą uczyć się także troski o samego siebie – jeśli my to potrafimy! A w konsekwencji tego będą potrafiły także kochać innych. Nie z poczucia winy, lęku, przymusu lub innego toksycznego przywiązania. Tylko z wyboru.

 

 

Share This